Aktualności

Tajemnica Trójcy Przenajświętszej

31 maja 2026

"Jeden jest Bóg, Ojciec Słowa żywego, osobowej Mądrości, mowy i obrazu Przedwiecznego. Jeden też Pan, jedyny z jedynego, Bóg z Boga, odbicie i obraz Bóstwa, Słowo działające, Mądrość ogarniająca istotę wszystkich rzeczy, Moc powołująca do bytu wszelkie stworzenie, prawdziwy Syn prawdziwego Boga, niezniszczalny z niezniszczalnego, nieśmiertelny z nieśmiertelnego, wieczny z wiecznego. I jeden Duch Święty mający istnienie z Boga, a który i przez Syna objawił się ludziom. Doskonały obraz Syna doskonałego, Życie i przyczyna życia, Źródło święte, Świętość dająca uświęcenie. W Nim objawia się Bóg Ojciec, który jest ponad wszystkim i we wszystkim i Bóg Syn, który jest przez wszystko. Trójca doskonała, niepodzielna i nieodmienna w chwale, wieczności i królowaniu. W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic służebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie było, a dopiero później przybyło. Tak więc nigdy nie brakowało Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna".

 

Budapeszt. Barokowa Kolumna Morwowa na Placu św. Trójcy na Starym Mieście

 Św. Tomasz z Akwinu, zakonnik, doktor Kościoła i wielki święty mówi, że tajemnica Trójcy Przenajświętszej nigdy nie mogłaby być odkryta siłą rozumu ludzkiego. Została ludziom objawiona przez Jezusa Chrystusa. Wszystkie Ewangelie wyraźnie mówią o trzech Osobach Boskich: Bogu Ojcu, Synu Bożym i Duchu Świętym. Pan Jezus przed swym odejściem do nieba powiedział Apostołom: "Dana jest mi wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28 19-20). Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: "Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego. Tylko sam Bóg, objawiając się, może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty" (261). I dalej: "Osoby Boskie, nierozdzielne w tym, kim są, są także nierozdzielne w tym, co czynią. W jednym działaniu Bożym każda Osoba Boska ukazuje jednak to, co jest Jej własne w Trójcy, przede wszystkim w Boskich posłaniach wcielenia Syna i daru Ducha Świętego (267). Francuski pisarz Bugo przedstawia rozmowę św. Tomasza ze znajomym wątpiącym młodzieńcem, który przyszedł odwiedzić go w klasztorze. "Jak to - mówił młodzieniec - ty wierzysz w tajemnicę Trójcy Świętej?". "Tak - odpowiedział Tomasz - wierzę i gotów jestem za tę prawdę życie oddać". "Ależ to absurd, fanatyzm" - oponował znajomy. "Spokojny jestem, skupiony, nigdy się nie unoszę - mówił Tomasz. - Przecież rozum nie może dopuścić takiej wiary, aby trzej stanowili jedno. Ja życie swoje poświęciłem nauce ludzkiej i Boskiej. Lata rozważań, rozmyślań, jeszcze bardziej przywiązały mnie do wiary w Trójcę Świętą. Ją Bóg objawił. My zresztą nie mówimy, co ty twierdzisz, że trzy jest jeden. Wyznajemy jedność w naturze, a troistość w Osobach. Sprzeczność byłaby wtedy, gdybyśmy mówili o jedności i troistości natury. A tego nie mówimy". Nie wiemy, czy św. Tomasz przekonał młodzieńca, bo przecież do aktu wiary potrzebna jest dobra wola w szukaniu prawdy i łaska Boża. Prawda o Trójcy Świętej jest tajemnicą wiary w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nawet po objawieniu człowiek nie może jej pojąć, ale może ją przyjąć. Są w górach przepaści, w które trudno patrzeć, bo przyprawiają o zawrót głowy. Ale te przepaści są niczym wobec tajemnicy Trójcy Świętej. A Kościół każe nam w nią patrzeć z pokorą. Taka jest wiara katolicka. Św. Atanazy w swoim słynnym symbolu wiary mówi: "Oto czego żąda od nas Kościół, wiara katolicka, abyśmy czcili jednego Boga w Trójcy, a Trójcę w jednym Bogu, starannie unikając pomieszania Osób i dzielenia istoty Boga. Inna jest bowiem Osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego. A jednak Ojciec, Syn i Duch Święty mają to samo Bóstwo, jednakową chwałę i majestat współwiekuisty. Ale wszakże, nie trzech, ale jeden jest wieczny". Rozum ludzki, opierając się na objawieniu, badając ze czcią tajemnicę Trójcy Świętej, wychodzi z założenia, że każde stworzenie, poczynając od rośliny, a kończąc na człowieku, obdarzone jest zdolnością i mocą działania. Im doskonalsze będzie stworzenie, tym większe, doskonalsze będzie jego działanie. Każda działalność musi być owocną, coś tworzyć, dawać. Działać, a nie tworzyć, to niedoskonałość, brak. Bóg jest działaniem, czynem. W Nim działalność nie ma granic, jest nieskończona. I tu rozum może sobie postawie pytanie: Czy Bóg dlatego, że jest nieskończony, ma na wieki poprzestać na tworzeniu niegodnych siebie, o całe niebo niższych istot? Bo nawet najdoskonalszy anioł będzie o całą nieskończoność niższy od Boga. Rozum ludzki oświecony Objawieniem twierdzi, że twórcza moc Boga tylko wtedy zaspokojoną będzie, jeśli Bóg zrodzi Istotę Jemu równą, Jemu podobną. A dzieje się to właśnie w tajemnicy Trójcy Świętej. Bóg Ojciec rodzi odwiecznie Syna, drugą, równą sobie Osobę. Rodzi Ją przez poznanie siebie jako nieskończonego Absolutu. To poznanie siebie jest myślą wiekuistą, mądrością, niezmiennie, wiecznie trwającą. Mądrością, która jest żyjącym Duchem i Osobą. Trzecia Osoba Trójcy Świętej - Duch Święty pochodzi z miłości dwóch pierwszych Osób. Bóg Ojciec ujrzał swoje Słowo, swą drgającą życiem myśl nieskończenie piękną, swego Syna i uniósł się zachwytem. Syn ujrzał Ojca, Jego Absolut, potęgę, doskonałość i też został uniesiony, porwany zachwytem. Z tego Boskiego zetknięcia się powstaje nieskończona Miłość. Miłość wiekuista, niewyczerpana, podniesiona do osobowości. I są Trzej w jedności. Ojciec przez nikogo nie stworzony, Syn przez Ojca zrodzony i Duch Święty, Miłość, pochodzący od Ojca i Syna. Bóg, objawiając nam swoje tajemnice, pragnie, abyśmy je poznali i będąc Jego obrazem - miłowali. Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, powołując się na tajemnicę Trójcy Świętej, modlił się o to: "Aby stanowili jedno, tak jak my jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie" (J 19, 22-23). Wszyscy jesteśmy stworzeni i zaproszeni do miłości i jedności z Bogiem.Ks. Jacek Żórawski/Niedziela zamojsko-lubaczowska 24/2003

Maryja Matka Kościoła

24 maja 2026
Katecheza św. Jana Pawła II (17.09.1997)1. Sobór Watykański II po ogłoszeniu Maryi „najznakomitszym członkiem Kościoła", „typicznym wyrażeniem” i „wzorcem” Kościoła, stwierdza: „Kościół (...) katolicki, pouczony przez Ducha Świętego, darzy Ją synowskim uczuciem i czci jako matkę najmilszą” (Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, 53, dalej: KK).Wprawdzie tekst soborowy nie przypisuje Dziewicy wy­raźnie tytułu: „Matki Kościoła”, jednakże jednoznacznie wyraża jego treść, nawiązując do deklaracji papieża Bene­dykta XIV, ogłoszonej przed dwoma wiekami, w 1748 r. (Bullarium romanum, seria 2, t. 2, n. 61, s. 428).Mój Czcigodny Poprzednik opisuje w tym dokumencie synowskie uczucia Kościoła, który rozpoznaje w Maryi swoją najukochańszą matkę i ogłasza Ją w sposób pośredni Matką Kościoła.2. W przeszłości posługiwanie się takim tytułem zdarzało się raczej rzadko, obecnie jednak staje się coraz bardziej powszechne w wypowiedziach Magisterium Kościoła i w po­bożności ludu chrześcijańskiego. Poprzednio wierzący przy­zywali Maryję, zwracając się do Niej najczęściej: „Matko Boża”, „Matko wierzących”, „Matko nasza”, podkreślając w ten sposób osobistą relację, jaka łączy Ją z każdym z Jej dzieci.Następnie, dzięki zwróceniu większej uwagi na tajemnicę Kościoła i na jego związki z Maryją, zaczęto przyzywać Świętą Dziewicę jako „Matkę Kościoła”.Wyrażenie to już przed Soborem Watykańskim II było obecne w nauczaniu papieża Leona XIII, który stwierdził, że Maryja była prawdziwie Matką Kościoła" (Acta Leonis XIII, 15, 302). Następnie tytuł ten był używany wiele razy w na­uczaniu Jana XXIII i Pawła VI.3. Tytuł „Matka Kościoła”, chociaż przypisany Maryi w późniejszym czasie, wyraża macierzyńską relację Dzie­wicy z Kościołem, o której mówią już pewne teksty Nowego Testamentu.Maryja w chwili zwiastowania zostaje powołana, by wy­razić swoją zgodę na przyjście Królestwa mesjańskiego, które spełnić się miało w momencie narodzenia Kościoła.W Kanie Galilejskiej Maryja, zabiegając u Syna o ob­jawienie Jego mesjańskiej mocy, w sposób zasadniczy przyczynia się do wzrostu wiary w pierwszej wspólnocie uczniów i współdziała w ustanowieniu Królestwa Boże­go, którego „zalążkiem” i „początkiem” jest Kościół (por. KK, 5).Na Kalwarii Maryja, jednocząc się z ofiarą swego Syna, dołącza do dzieła zbawczego własny wkład macierzyński, który przyjmuje formę bolesnego zrodzenia nowej ludzkości.Zwracając się do Maryi w słowach: „Niewiasto, oto syn Twój”, Ukrzyżowany ogłasza Jej macierzyństwo nie tylko wobec apostoła Jana, ale również wobec każdego ucznia. Tenże Ewangelista, stwierdzając, że Jezus musiał umrzeć, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11, 52), wskazuje w narodzinach Kościoła owoc zbawczej ofiary, w której Maryja uczestniczyła po macierzyńsku.Św. Łukasz Ewangelista zaświadcza o obecności Matki Jezusa pośród pierwszej wspólnoty w Jerozolimie (por. Dz 1, 14). Podkreśla w ten sposób macierzyńską rolę Maryi wobec rodzącego się Kościoła, analogicznie do roli ode­granej przez Maryję w narodzeniu Odkupiciela. W ten sposób macierzyński wymiar staje się zasadniczym elementem związku Maryi z nowym ludem odkupionym.4. Idąc śladami Pisma Świętego, doktryna patrystyczna uznaje macierzyństwo Maryi wobec dzieła Chrystusa, a za­tem wobec Kościoła, jakkolwiek w sposób nie zawsze wyraźny.Według św. Ireneusza Maryja stała się przyczyną zba­wienia dla całego rodzaju ludzkiego" (Adv. haer. 3, 22. 4: PG 7, 959), a czyste łono Dziewicy „rodzi na nowo ludzi w Bogu” (Adv. haer. 4. 33, 11: PG 7, 1080). Podobnie utrzymuje św. Ambroży, który stwierdza: „Dziewica zrodziła Zbawienie świata, Dziewica dała życie całemu stworzeniu (Epistola 63, 33: PL 16, 1198), oraz inni Ojcowie, którzy nazywają Maryję „Matką zbawienia” (Sewerian z Gabali, Oratio 6 de mundi creatione, 10: PG 54, 10; Faustus z Riez, Maxima Bibliotheca Patrum VL 620-621).W średniowieczu św. Anzelm tak zwracał się do Maryi: „Ty jesteś Matką usprawiedliwienia i usprawiedliwionych. Matką pojednania i pojednanych. Matką zbawienia i zba­wionych” (Oratio 52. 8: PL 158, 957). Podczas gdy inni autorzy przyznają te tytuły: „Matka Łaski" oraz „Matka Życia".5. Tytuł „Matka Kościoła” ujawnia nam zatem najgłębsze przekonanie chrześcijan, że przychodzą do Maryi nie tylko jako do Matki Chrystusa, ale również jako Matki wierzących. Ta, która uznawana jest za Matkę zbawienia, Matkę życia i łaski, Matkę zbawionych i Matkę żyjących, słusznie uznana jest za Matkę Kościoła.Papież Paweł VI pragnął, aby sam Sobór Watykański II ogłosił Maryję „Matką Kościoła – tzn. Matką całego Ludu Bożego, zarówno wiernych, jak i pasterzy”. Uczynił to osobiście w przemówieniu zamykającym trzecią sesję So­boru Watykańskiego II (21 listopada 1964 r.), prosząc zarazem, aby „od tej pory cały lud chrześcijański jeszcze bardziej czcił Maryję, przyzywając Ją tym słodkim imie­niem” (AAS 1964, 37).W ten sposób mój Czcigodny Poprzednik sformułował jednoznacznie doktrynę, która była już zawarta w VIII roz­dziale Lumen gentium, wyrażając jednocześnie życzenie, aby przyznany Maryi tytuł Matki Kościoła znalazł godne miejsce w liturgii i w pobożności ludu chrześcijańskiego.

Jan Paweł II

 

Strzały do Jana Pawła II – 45 lat temu świat się zatrzymał…

13 maja 2026

„Dokładnie o godz. 17.19 padły strzały na Placu św. Piotra”. 13 maja 1981 roku miliony ludzi na całym świecie wstrzymały oddech, gdy turecki zamachowiec Mehmet Ali Ağca strzelił do Jana Pawła II podczas audiencji generalnej. W 45. rocznicę zamachu przypominamy dramatyczne chwile tamtego dnia, opisane na łamach watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”.

Jan Paweł II w chwili zamachu

 „Dwa strzały trafiły Ojca Świętego”Była środa, 13 maja 1981 roku. Jan Paweł II jak co tydzień przejeżdżał papamobile wśród pielgrzymów zgromadzonych na Placu św. Piotra. Witał wiernych, błogosławił dzieci, obejmował wyciągnięte dłonie. Nic nie zapowiadało tragedii.„Po ostatnim uścisku z dzieckiem, które było mu przedstawiane do specjalnego błogosławieństwa (…) dwa strzały trafiły Ojca Świętego. Jan Paweł II położył dłoń na lewym boku i upadł ranny na siedzenie” - relacjonował watykański dziennik.Na placu w jednej chwili zapanował chaos i przerażenie. Ludzie krzyczeli, niektórzy płakali, inni w osłupieniu patrzyli na osuwającego się papieża. Ks. Stanisław Dziwisz podtrzymywał rannego Ojca Świętego w papamobile, podczas gdy ochroniarze z Gwardii Szwajcarskiej natychmiast osłonili pojazd, obawiając się kolejnych strzałów. W tym samym czasie funkcjonariusze watykańskich służb bezpieczeństwa rzucili się w stronę napastnika, którego początkowo obezwładnili pielgrzymi zaledwie kilka metrów od miejsca zamachu.Ponad pięć godzin walki o życieRanny Jan Paweł II został natychmiast przewieziony do Polikliniki Gemelli. Operacja rozpoczęła się tuż przed godz. 18.00, a zakończyła o 23.25. Wieczorem profesor Luigi Candia przekazał pierwszy komunikat medyczny.Kule przeszły przez jamę brzuszną papieża, powodując liczne obrażenia jelit i masywny krwotok wewnętrzny. Lekarze musieli przeprowadzić wielokrotne resekcje i skomplikowane zabiegi chirurgiczne.„Dostojny pacjent przeżył operację pomyślnie. Rokowanie pozostaje należycie ostrożne, również ze względu na ryzyko związane z zanieczyszczeniem otrzewnej. Jego Świątobliwość został przeniesiony na oddział intensywnej terapii w celu natychmiastowej opieki pooperacyjnej” - informowano po północy.Obraz Matki Bożej, przed którym pielgrzymi modlili się o ocalenie Papieża   (© don Mirosław Cichoń) Obraz Matki Bożej Częstochowskiej na pustym troniePlac św. Piotra tego wieczoru zamienił się w wielkie miejsce modlitwy. Na pustym papieskim fotelu polscy pielgrzymi ustawili obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który obecnie znajduje się w zbiorach Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II w Rzymie, w Domu Polskim.„To Madonna, którą ktoś zranił dwoma ciosami szabli, tak jak ktoś zranił jego dwoma strzałami” - notował watykański dziennikarz.Obraz przywieziony przez pielgrzymów z Wielkopolski, który miał być prezentem dla papieża, stał się niemym świadkiem dramatycznych wydarzeń i modlitwy o ratunek dla Ojca Świętego. Wizerunek wykonano techniką wyklejania, a na płaszczu Maryi umieszczono litery „SOS” ułożone z ziaren grochu. Przygotowany wcześniej wizerunek z zapisem używanym przez znajdujących się w niebezpieczeństwie tego wieczoru nabrał szczególnego znaczenia.Wśród zgromadzonych byli pielgrzymi z Polski. „Ubrani w ludowe stroje, klaskali w dłonie, machając małymi biało-czerwonymi chorągiewkami. Potem strzały i wiadomości. Teraz ich oczy są zaczerwienione, a po policzkach kobiet spływają łzy. Twarze robotników, twarze rolników, dłonie zdolne do skręcania żelaza i wyrywania brzozy z korzeniami, stoją teraz złożone w oczekiwaniu, w modlitwie za papieża” – relacjonował dziennikarz z „L’Osservatore Romano”.W pamięci świadków pozostał także inny przejmujący obraz: młody fotograf, chcąc zrobić zdjęcie pustego papieskiego tronu, nagle uklęknął przed nim, rozpłakał się i przez długi czas trwał z pochyloną głową.Świat zjednoczony przy papieżuInformacja o zamachu błyskawicznie obiegła cały świat. Przywódcy państw, wspólnot religijnych i organizacji międzynarodowych przesyłali słowa solidarności i modlitwy.Prezydent USA Ronald Reagan, sam kilka tygodni wcześniej ciężko ranny w zamachu, powiedział: „Będę się modlił za niego”.Nowo wybrany prezydent Francji François Mitterrand nazwał zamach „gestem, który uderza w całą ludzkość”. Z kolei Elżbieta II w telegramie przesłanym do Watykanu zapewniała: „Byłam przerażona i głęboko wstrząśnięta wiadomością o ataku na Jego Świątobliwość. Książę Filip i ja modlimy się o jego powrót do zdrowia”.Solidarność z Janem Pawłem II wyraził także świat islamski. Sekretarz generalny Ligi Państw Arabskich Shazli Klibi podkreślał, że „cała ludzkość jednomyślnie szanuje Jego Świątobliwość”.„Jedna ręka strzelała, inna prowadziła kulę”Dla wielu wiernych zamach z 13 maja 1981 roku już na zawsze pozostanie związany z objawieniami fatimskimi. Jan Paweł II był przekonany, że swoje ocalenie zawdzięcza Matce Bożej. Po zamachu wypowiedział słynne słowa: „Jedna ręka strzelała, inna prowadziła kulę”.45 lat po tamtych wydarzeniach dramat na Placu św. Piotra pozostaje jednym z najbardziej wstrząsających momentów pontyfikatu papieża z Polski, chwilą, w której świat naprawdę się zatrzymał.Tekst: Ks. Łukasz Bankowski - Watykan

Papież Leon XIV modlił się w miejscu zamachu na Jana Pawła II

13 maja 2026

Cotygodniowe spotkanie z wiernymi na audiencji ogólnej Leon XIV rozpoczął dziś od przypomnienia zamachu na Jana Pawła II, który miał miejsce dokładnie przed 45 laty na Placu św. Piotra. Ojciec Święty osobiście udał się na miejsce zamachu. 

 — Dziś wspominamy Matkę Bożą Fatimską. Tego dnia, 45 lat temu, dokonano zamachu na życie papieża Jana Pawła II, dlatego dzisiejszą katechezę poświęciłem Najświętszej Maryi Pannie — powiedział Leon XIV, zwracając się do tysięcy wiernych zgromadzonych na placu. Papież wypowiadał te słowa po angielsku, nawiązując do symbolicznego znaczenia daty 13 maja, która łączy się zarówno z zamachem, jak i objawieniami fatimskimi.Przed rozpoczęciem audiencji Leon XIV zatrzymał się w miejscu zamachu, gdzie umieszczono marmurową tablicę upamiętniającą tamte dramatyczne wydarzenia. To właśnie tam, 45 lat temu, turecki zamachowiec Mehmet Ali Agca postrzelił Jana Pawła II, ciężko go raniąc.W trakcie audiencji papież zwrócił uwagę na międzynarodowy wymiar kultu maryjnego. Mówiąc po portugalsku, podkreślił znaczenie sanktuarium w Fatimie, gdzie tego dnia zgromadzili się pielgrzymi z całego świata."Ich obecność jest znakiem potrzeby pocieszenia, jedności i nadziei ludzi naszych czasów. Powierzamy Niepokalanemu Sercu Maryi wołanie o pokój i zgodę, które rozbrzmiewa ze wszystkich stron świata, zwłaszcza z krajów dotkniętych wojną".

— zaznaczył Leon XIV, nawiązując do aktualnych konfliktów i napięć na świecie.

Podczas audiencji papież skierował także szczególne słowa do Polaków obecnych na Placu Świętego Piotra. Zwrócił uwagę na znaczenie sakramentów w życiu młodych ludzi, zwłaszcza w kontekście pierwszej komunii świętej, którą w tych dniach przeżywają dzieci w Polsce. — Niech rodzice, katecheci i wychowawcy będą dla nich przykładem częstego korzystania z łask sakramentalnych — zaapelował papież. Dodał również: — Polecajmy ich modlitwie, wzywając wstawiennictwa Maryi, Matki Kościoła, którą czcicie, śpiewając Litanię Loretańską.

Źródło: PAP

Dni Krzyżowe o dobre urodzaje

12 maja 2026

Kapliczka w Kopydłowie

 

Dni Krzyżowe. Jest to czas modlitw o dobre urodzaje, które zapewnią nam dostatek chleba powszedniego. Kiedyś błagalne procesje przybierały charakter pokutny, a jak teraz wyglądają te nabożeństwa?Na trzy dni przed Wniebowstąpieniem Pańskim (do niedawna obchodzono tę uroczystość w czwartek) trwają błagalne modlitwy o błogosławieństwo Boże dla pracujących na roli. Kapłan i wierni błagają wtedy o dobre urodzaje, ale także pamiętają w modlitwie o tych, którzy w różnych miejscach na świecie cierpią głód.

Od biskupa Mamerta Dni błagalne swoimi początkami sięgają chrześcijańskiej starożytności. Obchodzono je 25 kwietnia, czyli w święto św. Marka Ewangelisty. Procesja w dniu tego Świętego znana jest od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Była jednak lokalnym zwyczajem, który wytworzył się w środowisku rzymskim. Przyjmuje się, iż jest kontynuacją procesji pogańskiej, zwanej robigalia ku czci bożka Robigusa, która udawała się w pola dla uzyskania od bóstw dobrych zbiorów. Z czasem obrządki te zostały jednak zaadaptowane do chrześcijaństwa. Do ostatecznego ukształtowania się litaniae maiores tzw. próśb większych i ustalenia ich na dzień 25 kwietnia przyczynił się papież Grzegorz Wielki. Z kolei obchód Dni Krzyżowych przed Wniebowstąpieniem Pańskim zwanych litaniae minores, czyli prośby mniejsze zapoczątkował w V wieku św. Mamert, biskup miasta Vienne w Galii we Francji. Był on 15 z kolei biskupem tego miasta w latach 461-477. Dał się poznać jako człowiek modlitwy i troskliwy opiekun powierzonych mu wiernych. W pierwszych latach jego biskupiej posługi prowincję, w której wypadło mu pełnić ten urząd, nawiedzały różne katastrofy: pożary, trzęsienia ziemi, klęski nieurodzaju. W 469 roku w czasie sprawowania przez biskupa Mamerta liturgii Wigilii Paschalnej w ratuszu miasta wybuchł groźny pożar. Wierni opuścili kościół i pobiegli ratować swoje mienie, a biskup sam został przy ołtarzu. Upadł na kolana i przez całą noc modlił się gorąco o uratowanie miasta. Przed świtem udało się ugasić pożar i wierni powrócili do świątyni, gdzie biskup powiedział im, że przyrzekł Bogu, iż w ciągu trzech dni wszyscy razem przed uroczystością Wniebowstąpienia będą błagać na modlitwie Boga o wszelkie błogosławieństwo. I tak przez trzy dni wierni brali udział w procesjach pokutno-błagalnych, a z biegiem czasu ustały w mieście klęski i nastał pokój.Procesje o charakterze pokutnym Podobne procesje zaczęli wprowadzać biskupi innych diecezji, a synod w Orleanie w 515 roku rozpowszechnił zwyczaj odprawiania Dni Krzyżowych na całą Galię. Papież Leon III wprowadził też taki zwyczaj w Rzymie. Z biegiem czasu Dni Krzyżowe przyjęły się w całym Kościele jako dni modlitw o urodzaje. Początkowo obchody miały charakter zdecydowanie pokutny. Diakon im przewodniczący zakładał nawet szaty koloru czarnego. Nie było to jednak zgodne z duchem przeżywanego okresu liturgicznego - trwał przecież radosny okres wielkanocny. Według nowego kalendarza liturgicznego Kościół w Dni Krzyżowe oraz w Suche Dni (czyli Kwartalne Dni Modlitw) zanosi błagania do Boga o obfite plony ziemi i pracy ludzkiej oraz o zaspokojenie potrzeb człowieka, a nadto dziękuje Mu za otrzymane z Jego rąk dobrodziejstwa. Czas i sposób ich obchodzenia zostały pozostawione do jurysdykcji konferencji biskupów. Wszystko zależy od pory zbiorów, które w różnych częściach świata odbywają się w innym czasie. Formularze mszalne na poszczególne dni dobiera się spośród wotyw odpowiadających potrzebom i intencjom modlitw. Jeśli chodzi o Dni Krzyżowe, Mszał Rzymski z 1970 roku pozostawił decyzję co do ich obchodzenia poszczególnym Konferencjom Episkopatów. Konferencja Episkopatu Polski 30 września 1969 roku zachowała obchodzenie Dni błagalnych w trzech dniach poprzedzających uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.Do kaplic i przydrożnych krzyży Nazwa Dni Krzyżowe wywodzi się stąd, że modlono się wówczas idąc w procesji z głównego kościoła do innych świątyń, kaplic i przydrożnych krzyży. Od IX wieku podczas procesji śpiewano Litanię do Wszystkich Świętych. W średniowieczu w takich procesjach brali udział także królowie, magnaci, władze miasta, lud – wszyscy ubrani byli w stroje pokutne. W niektórych miastach i wioskach poświęcano popiół i posypywano nim uczestniczących w procesji. Jeśli ktoś z duchowieństwa nie brał udziału w pochodzie, prawo kanoniczne zobowiązywało go do samodzielnego odmówienia Litanii do Wszystkich Świętych po łacinie pod sankcją grzechu ciężkiego. Temat właściwego zaangażowania kleru w celebrację Dni Krzyżowych (rodzaje pacierzy kapłańskich i dodatkowych modlitw mszalnych) dokładnie omówił P. J. B Herdt w trzecim tomie swojego znakomitego dzieła z 1799 roku zatytułowanego Sacrae liturgiae praxis. Z kolei polski liturgista opisywał treść Dni Krzyżowych w ten sposób: „W dniu św. Marka i w trzy ostatnie dni przed Wniebowstąpieniem wychodzi z kościoła parafialnego procesja i udaje się do innego kościoła lub kaplicy, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. W czasie publicznych potrzeb, nieszczęść odbywają się nieraz przed wystawionym Przenajświętszym Sakramentem błagalne modły połączone ze śpiewem suplikacji «Święty Boże», «Przed oczy Twoje»” (M. Dybowski, „Liturgika”, Poznań-Warszawa-Lublin 1949).Za kraje głodujące Obecnie Dni Krzyżowe nazywane są dniami modlitw o dobre urodzaje i za kraje głodujące. Poleca się też organizować procesje błagalne. W poniedziałek odprawia się Mszę Świętą „w okresie zasiewów”, we wtorek - „o uświęcenie pracy ludzkiej” i w środę - „za głodujących”. W okresie specjalnym procesja odbywa się w szatach koloru białego, a Litanię do Wszystkich Świętych śpiewa się na stojąco. Tylko w Polsce dni te nazywamy Dniami Krzyżowymi, gdyż procesje te obrały za swój kierunek krzyże stojące w polu, przy których odprawiano nabożeństwa błagalne. W roku liturgicznym uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego przypada czterdziestego dnia po zmartwychwstaniu i kończy okres Wielkanocy. Tradycyjnie jest to czwartek, ale w Kościele polskim od 2004 roku za pozwoleniem Watykańskiej Kongregacji do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego obchodzona jest w niedzielę po czterdziestym dniu od zmartwychwstania. Nie zmienił się natomiast termin Dni Krzyżowych, nadal jest to poniedziałek, wtorek i środa w tygodniu obchodów. W artykule Adama Matyszewskiego, który ukazał się na portalu Opoka przeczytałam, że „procesje te zastąpiły dawny rytuał rolniczy zwany okrążaniem pól, którego celem prawdopodobnie było wyznaczanie granic pola oraz ochrona upraw przed klęskami żywiołowymi, czarami i złymi mocami. Na ziemiach polskich okrążanie pól odbywało się w dwóch terminach: na wiosnę - na dobry początek prac polowych, pomyślny wzrost zbóż i obfite zbiory; na jesieni, po zebraniu plonów - dla ciągłości wegetacji roślin i urodzaju w roku następnym. Z czasem wiosenne okrążanie pól złączone zostało ze świętami kościelnymi i zamieniło się w procesje prowadzone przez duchowieństwo, jesienne przybrało postać wielkich biesiad i obchodów dożynkowych”.Kultywowanie obchodów W tradycji polskiej dniami modlitw o urodzaje (oprócz Dni Krzyżowych i wspomnienia św. Marka, 25 kwietnia) są także: 15 maja - wspomnienie św. Izydora Oracza, a także 19 lub 25 maja - wspomnienie św. Urbana, papieża, patrona rolników. W niektórych stronach naszego kraju zachował się zwyczaj, że przy okazji Dni Krzyżowych zakopuje się butelkę dokumentalną, w której na papierze czerpanym wypisuje się imię i nazwisko proboszcza i wikariuszy, biskupa, papieża i tym podobne. W wielu polskich parafiach ciągle kultywuje się obchody Dni Krzyżowych. Sama pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem mój proboszcz ks. Alfred Mąka organizował takie procesje, a uczestniczyło w nich bardzo wiele osób. Warto zadbać, aby zwyczaj wychodzenia z modlitwą poza kościoły - do pobliskich krzyży i kaplic nie ograniczał się jedynie do procesji Bożego Ciała. Dni Krzyżowe mogą stać się ponownie czasem intensywnych i wspólnych modlitw, które integrują i wzmacniają parafian, zwłaszcza zamieszkujących tereny rolnicze. Warto postarać się, aby ten prastary zwyczaj nie zaginął, a tam, gdzie zapomniano o nim na nowo odżył. Tekst: Ewa Kotowska - Rasiak KAI/opiekun.kalisz.pl

W OPIECE ŚW. WOJCIECHA

26 kwietnia 2026
 Na szlaku św. Wojciecha. Przenieśmy się tysiąc lat wstecz. Mamy schyłek X wieku, jeszcze na kilka lat przed wielkim Zjazdem Gnieźnieńskim. W ówczesnej Polsce panuje książę Bolesław Chrobry. To na jego dwór zmierza misjonarz Wojciech Sławnikowic, późniejszy męczennik oraz święty. Jego celem jest szeroko zakrojona działalność ewangelizacyjna prowadzona mimo wielu przeciwności losu. Zanim dotarł na północ kraju w celu nawrócenia pogańskiego ludu, gdzie jak wiadomo dokonał swojego żywota, przemierzył setki kilometrów odwiedzając przy tym wiele grodów. Echa tego pobytu widoczne są do dzisiaj.Podania mówią, iż św. Wojciech zatrzymał się także w Cieszęcinie. Czy było tak naprawdę? Tego oczywiście nie można być do końca pewnym. Na terenie diecezji kaliskiej kilka miejscowości szczyci się wizytą męczennika. Można nawet pokusić się o stworzenie mapy domniemanej wędrówki wyznaczonej przez istniejące dziś kościoły pod wezwaniem św. Wojciecha. Trasa wyglądałaby następująco: z Cieszęcina dotarłoby się do Kalisza, a dalej do Wilkowyi i Pogorzelicy. Miejsce wzniesienia obecnej świątyni ma być nieprzypadkowe. To właśnie stąd, według podania, niestrudzony męczennik miał przemawiać do zebranego ludu. Pierwszy zbudowany kościół był podobno konsekrowany już w 1080 roku! Źródła historyczne milczą o tym jakże odległym z perspektywy czasu okresie, pierwsze pisane wzmianki o wsi pojawiają się bowiem znacznie później. Istnienie parafii już w XI stuleciu pozostaje zapewne włożyć między bajki, podobnie zresztą jak przekaz ludowy mówiący o istnieniu murowanej świątyni, która jakoby zapadła się pod ziemię wraz ze zgromadzonymi w niej wiernymi w ramach kary za grzechy. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z bardzo starym miejscem kultu. Ksiądz prałat dr Walenty Patykiewicz, uważany za pierwszego archiwistę w diecezji częstochowskiej, w swoich historycznych badaniach Archidiakonatu Rudzkiego wyszczególnił Cieszęcin jako jedną z najstarszych XIII-wiecznych parafii. Pierwszą pewną datą jest dopiero rok 1413, kiedy to w dokumentach Matricularium Regni Poloniae Summaria oraz Liber Fundationis Episcopatus Vratislaviensis jest mowa o parafii Cieszęcin pod wezwaniem św. Wojciecha. Prawie 600 lat po domniemanej wizycie św. Wojciecha nadchodzi trudny okres dla miejscowego kościoła. W 1591 roku znalazł się on w rękach luteran i pozostaje w nich aż do 1618, kiedy to staraniem arcybiskupa Wawrzyńca Gębickiego zwrócono obiekt katolikom, jednakże bez należnych praw i przywilejów. Ciekawa informacja pojawia się w 1689 roku, mówi ona o zezwoleniu przez kardynała Michała Radziejowskiego na publiczne obchodzenie w tutejszej parafii świąt św. Wojciecha, św. Walentego i Wniebowzięcia NMP. Cztery lata wcześniej papież zezwolił na odpusty także dla Bractwa św. Izydora. Do dzisiaj kontynuuje się te tradycje, obchodząc odpusty w intencji tych trzech wymienionych świętych. Czas zwrócić uwagę na obecnie istniejącą drewnianą świątynię. Wzniesiono ją w 1789 roku, o czym świadczy chociażby wyraźna data na belce tęczowej. Jest to obiekt orientowany konstrukcji zrębowej. Od frontu dostawiono wieżę krytą blaszanym hełmem. Ołtarze boczne poświęcone są św. Walentemu, którego relikwie sprowadzono z Rzymu w 1679 roku oraz św. Izydorowi. Ich wizerunki pochodzą z XVIII stulecia. Największą uwagę warto zwrócić na prezbiterium. W ołtarzu głównym znajduje się przedstawienie klęczącego Wojciecha, ubranego w szaty kapłańskie z paliuszem, trzymającego w ręce narzędzia swej męki, dzidę i oszczep, przepasanego wstęgą z napisem „Boga Rodzica Dziewica”. Najcenniejszym przedmiotem we wnętrzu są relikwie męczennika, o których Jan Paweł II rzekł, iż legły u fundamentów chrześcijaństwa na całej polskiej ziemi. Parafia otrzymała ten dar 19 kwietnia 1995 roku z rąk arcybiskupa Henryka Muszyńskiego w katedrze gnieźnieńskiej w czasie uroczystej Mszy Świętej, celebrowanej przez biskupa kaliskiego Stanisława Napierałę, w asyście duchowieństwa archidiecezji gnieźnieńskiej i kaliskiej. Umieszczono je w  relikwiarzu wzorowanym na tym z Gniezna. Korzystano z najlepszych wzorców, pierwowzór został bowiem wykonany w 1662 roku w gdańskim warsztacie złotnika Piotra van der Rennena. Sarkofag zwieńczony jest półleżącą postacią Męczennika w stroju biskupim z pastorałem. Wracając jeszcze do wydarzeń z 1995 roku, świątynię w Cieszęcinie podniesiono wówczas do rangi Diecezjalnego Sanktuarium św. Wojciecha. Pieczę nad parafią sprawują ojcowie Najświętszych Serc Jezusa i Maryi.Źródło: Aleksander Liebert/opiekun.kalisz.pl  Sanktuarium (miejsce święte, ośrodek pielgrzymkowy), to miejsce szczególnej czci religijnej, gdzie obiektem kultu są relikwie świętych, wizerunki (obrazy, figury) Pana Jezusa, Matki Boskiej i świętych. Sanktuaria powstawały spontanicznie na mocy doświadczenia religijnego wiernych, uznawane przez władzę duchowną na podstawie starożytności kultu oraz doznawanych tam łask i cudów. Zgodnie z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r. biskupi ordynariusze mogą wydawać dekrety erygujące kanonicznie sanktuaria powołując do istnienia nowe, lub potwierdzając już istniejący trwały kult.Oto wykaz sanktuariów św. Wojciecha w Polsce:
  • Gniezno, ul. Prymasa Jana Łaskiego 9 (Wzgórze Lecha), bazylika archikatedralna pw. Wniebowzięcia NMP i św. Wojciecha (pierwszy świątynia – rotunda przedromańska powstała przed 992 r., budowa obecnego kościoła gotyckiego od 1342 do pocz. XVI w., parafia zał. w 1960 r. Świątynia jest narodowym sanktuarium kultu św. Wojciecha.
Kalendarium najważniejszych wydarzeń związanych z relikwiami św. Wojciecha w Gnieźnie:997 r. – ciało św. Wojciecha wykupione przez Bolesława Chrobrego z rąk Prusów zostaje złożone w kościele w Gnieźnie, głowę świętego przywieziono osobno; 1000 r. – Zjazd Gnieźnieński, Chrobry ofiarowuje Ottonowi III relikwię ramienia św. Wojciecha; 1039 r. – najazd Brzetysława, Czesi łupią katedrę i zabierają do Pragi relikwie św. Wojciecha; 1127 r. – odnalezienie relikwii głowy św. Wojciecha a następnie innych części relikwii, prawdopodobnie ukrytych przed Czechami w 1039 r.; 1627 r. – pierwsza wzmianka źródłowa o badaniu relikwii św. Wojciecha; 1738 r. – protokół zawartości trumny relikwiarzowej stwierdza istnienie: kości biodrowej, kości ręki, zbacznej części kości, małej części kości, prochu w urnie, prochu poza urną; 1810, 1855, 1897, 1959 r. – badania autentyczności relikwii (w 1855 r. wydzielono części relikwii dla katedry w Ostrzychomiu; 1897 r. – abp Florian Stablewski uszeregował relikwie w 5 pozycjach: kość udowa prawa, piszczel lewa, nasada prawej piszczeli, kość łokciowa prawa, prochy z kości; 1959 r. – kard. Stefan Wyszyński stwierdziwszy nienaruszalność pieczęci polecił nie otwierać relikwiarza); 1923 r. – relikwia głowy wraz z relikwiarzem została skradziona i nigdy jej nie odzyskano; 1928 r. – kard. August Hlond uzyskawszy zgodę Piusa XI sprowadza z Rzymu relikwię przedramienia znajdującą się w kościele św. Bartłomieja na Wyspie Tybrowej, gdzie umieścił ją cesarz Otton III; 1986 r. – w nocy z 19/20 marca relikwiarz trumienny został sprofanowany przez grabieżców, którzy zniszczyli części relikwiarza, m.in. głowę i ręce świętego, pastorał, anioły na wieku i skrzyni, prace nad rekonstrukcją relikwiarza trwały do marca 1989 r.; relikwie św. Wojciecha spoczywają w srebrnym relikwiarzu trumiennym, relikwia przedramienia w srebrnym relikwiarzu w kształcie ręki ufundowanym przez kard. Stefana Wyszyńskiego.
  • Białystok, ul. Warszawska 6a (archidiecezja białostocka), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1997 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem Prymasa Polski w 1997 r.,
  • Bieliny (diecezja sandomierska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1998 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa sandomierskiego w 1997 r. Wg tradycji w Bielinach w 997 r. zatrzymał się św. Wojciech w drodze z Czech do Polski.
  • Cieszęcin (diecezja kaliska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1995 r., w ołtarzu głównym kultowy obraz św. Wojciecha z ok. 1790 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa kaliskiego w 1998 r.; wg tradycji ustnej w Cieszęcinie ewangelizował św. Wojciech, gdzie zatrzymał się w trakcie podróży do Prus.
  • Gdańsk-Święty Wojciech, Trakt św. Wojciecha 440 (archidiecezja gdańska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1994 r., w ołtarzu kultowy obraz św. Wojciecha z pocz. XVIII w., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem arcybiskupa gdańskiego w 1997 r. nosi tytuł Milenijne Sanktuarium Chrzciciela Gdańska; wg tradycji św. Wojciech w drodze do Prus zatrzymał się w Gdańsku, gdzie nauczał i chrzcił miejscowych pogan.
  • Gorzędziej (diecezja pelplińska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1995 r., w ołtarzu głównym kultowy obraz św. Wojciecha z XVII w., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa pelplińskiego w 1995 r.; wg niektórych przekazów zatrzymał się tu w 997 r. św. Wojciech podczas podróży misyjnej do Prus
  • Święty Gaj (diecezja elbląska), kościół filialny św. Wojciecha, sanktuarium ustanowione dekretem Prymasa Polski w 1986 r., relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1986 r., przy ołtarzu kultowy obraz św. Wojciecha; Święty Gaj wskazany jest jako najbardziej prawdopodobne miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Na skraju wsi w miejscu symbolizującym miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha znajduje się ołtarz polowy otoczony Drogą Krzyżową, tablice na poszczególnych stacjach przedstawiają swobodne interpretacje scen z kwater Drzwi Gnieźnieńskich obrazujących życie i śmierć św. Wojciecha. Odprawiane są tam msze św. dla pielgrzymów.
Należy dodać, że we wszystkich diecezjach w Polsce znajduje się 234 parafii, kościołów pomocniczych i filialnych i kaplic pw. św. Wojciecha.24 kwietnia 2018 | 11:57 | Andrzej Datko | Warszawa Ⓒ Ⓟ/E-KAI.PL Do w/w opracowań dodajmy, że w Polsce jest 16 parafii, w których znajdują się relikwie Św. Wojciecha.  Wojciech Sławnikowic (czes. Vojtěch, niem. Adalbert; ur. ok. 956 w Libicach, zm. 23 kwietnia 997 pod Cholinem, ob. koło Świętego Gaju) – czeski duchowny katolicki, biskup Pragi, misjonarz, męczennik, uznawany przez Kościół katolicki za świętego. Szósty syn Sławnika, pana na Libicach z rodu Sławnikowiców i Strzeżysławy, być może z rodu Przemyślidów. Jeden z katolickich patronów Polski, patron diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, diecezji elbląskiej i archidiecezji gnieźnieńskiej – w szczególności Gniezna.Wojciech urodził się ok. roku 956 w Libicach, które wówczas rywalizowały z Pragą w budowie ponadplemiennego scentralizowanego państwa czeskiego. Początkowo ojciec nie przeznaczał go do stanu duchownego. Jednak, gdy ciężko zachorował w młodości, wierząc, że do zdrowia przywróciło syna położenie na ołtarzu w kościele – przekazał go na wychowanie kościelne.Imię Adalbert (pod którym jest znany w krajach zachodnich) przybrał podczas bierzmowania na cześć swego mentora, arcybiskupa Magdeburga, Adalberta, pod którego opiekę został oddany w 972. W 981 przyjął święcenia kapłańskie. W Magdeburgu, wraz z towarzyszem Radłą i młodszym bratem Radzimem, pobierał nauki w szkole Oktryka, jednej z najlepszych w ówczesnych Niemczech. Poznał łacinę, niemiecki, a w Magdeburgu nauczył się także języka Lutyków (Wieleci).W 981, po śmierci swego mentora, wrócił do Czech jako subdiakon, a po śmierci praskiego biskupa Dytmara od 3 kwietnia 983 stał na czele diecezji praskiej mimo nieosiągnięcia wieku episkopalnego (30 lat). Wobec wywołanych swą bezkompromisowością konfliktów z wiernymi ok. 989 wyjechał do Rzymu, gdzie zrzekł się urzędu biskupa Pragi. Początkowo chciał udać się na pielgrzymkę do Jerozolimy, jednak po krótkim pobycie w klasztorze na Monte Cassino za namową greckiego pustelnika Nila wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego św. Bonifacego i Aleksego na rzymskim Awentynie. Od 992 po śmierci swego następcy biskupa Falkolda ponownie skierowany do Pragi przez arcybiskupa Moguncji Willigisa. Rozpoczął także działania misyjne na podbitej przez Węgry Słowacji, co doprowadziło do kontaktów z wciąż pogańskim dworem Arpadów. Według pewnych źródeł to właśnie św. Wojciech udzielił chrztu św. Stefanowi, królowi Węgier[1].Głośny był jego spór w obronie chrześcijańskich niewolników wysyłanych do krajów muzułmańskich i ich wykupywanie (Słowiańszczyzna była wówczas ważnym źródłem niewolników). W 994, gdy na jego oczach ludzie jednego z wielmożów z rodu Wrszowców zamordowali wywleczoną z kościoła św. Jerzego niewierną żonę swego pana, która ukryta tam przez świętego szukała azylu w świątyni – rzucił klątwę na poddanych i wyjechał do Rzymu. Wkrótce doszło do otwartego konfliktu jego rodu Sławnikowiców z rządzącym księciem Bolesławem II z Przemyślidów – co skończyło się rzezią większości braci.Decyzją synodu spowodowaną naciskami jego przełożonego, arcybiskupa Moguncji, pod rygorem klątwy miał powrócić do swej diecezji, jednak dzięki łasce papieża Grzegorza V, spokrewnionego z Ottonem III (z którym Wojciech zdążył się zaprzyjaźnić) mógł wybrać między pracą misyjną a powrotem, jeśli Czesi nie wyrażą chęci przyjęcia go. W międzyczasie pielgrzymował do sanktuariów św. Marcina z Tours, św. Benedykta z Fleury oraz św. Dionizego w Saint-Denis. Potem nie chcąc wracać do swej diecezji znalazł się na dworze Ottona III, skąd wyruszył do kraju cesarskiego sojusznika Bolesława I Chrobrego, u którego przebywał ocalały z rzezi jego najstarszy brat Sobiebor. W Polsce celem miało być chrystianizowanie Prusów lub Wieletów, których język Wojciech znał. Jednak temu przeszkadzała wojna cesarstwa z Połabianami.Potem poprzez Gdańsk, gdzie przeprowadził masowy chrzest i rozkazał wycięcie świętego dębu, łodzią, osłaniani przez 30 wojów Chrobrego, Wojciech razem przyrodnim bratem Radzimem oraz prezbitrem Boguszą-Benedyktem dotarli do ziemi Prusów, najprawdopodobniej w okolicach Truso koło dzisiejszego Elbląga (dawniejsza historiografia wskazywała na Tenkitten w Sambii).Ich działalność misyjna nie spotkała się z przychylnym przyjęciem. Misjonarze nie znali nawet języka Prusów. W czasie pobytu na jednej z wysp nadbrzeżnych doszło do spotkania z pruskimi rybakami, którzy próbowali się z nimi porozumieć. Gdy obcy nie potrafili powiedzieć nic zrozumiałego jeden z Prusów uderzył Wojciecha wiosłem w plecy. Wkrótce z pomocą jednego z pruskich możnych dostali się na teren osady. Jako goście podlegali ochronie swego gospodarza i dzięki jego pozycji 17 kwietnia stanęli przed pruskim wiecem, na którym Wojciech z pomocą tłumacza przemawiał, objaśniając zasady chrześcijaństwa.Z pochodzenia jestem Słowianinem. Nazywam się Adalbert, z powołania zakonnik; niegdyś wyświęcony na biskupa, teraz z obowiązku jestem waszym apostołem. Przyczyną naszej [tu] podróży jest wasze zbawienie, abyście – porzuciwszy głuche i nieme bałwany – uznali Stwórcę naszego, który jest jedynym Bogiem i poza którym nie ma innego boga; abyście, wierząc w imię Jego, mieli życie i zasłużyli na zażywanie w nagrodę niebiańskich rozkoszy w wiecznych przybytkach. Napięta sytuacja pogranicza, walki między Słowianami a Prusami, a także być może napięcia między rodzącą się warstwą możnowładczą a dawniejszą formą władzy wiecowej spowodowały, że zgromadzenie nakazało im opuszczenie ziem Prusów.Nas i cały ten kraj na którego krańcach my mieszkamy, obowiązuje wspólne prawo i jeden sposób życia; wy zaś, którzy rządzicie się innym i nieznanym prawem, jeśli tej nocy nie pójdziecie, jutro zostaniecie ścięci.Jednak po 5 dniach w okolicy pruskiego grodu granicznego Chollin (na południowych brzegach jeziora Drużno obecnie wieś Święty Gaj) – 23 kwietnia 997 odpoczywających po mszy odprawionej w świętym gaju (pole romowe) zaskoczyło 7 strażników prowadzonych przez kapłana. Wojciech – jako przywódca – uderzony toporem lub włócznią w serce został zabity przez Prusa imieniem Sicco, który – wg żywotów – miał wcześniej stracić w walkach z Polakami brata. Ciału odcięto głowę i nabito na pal wyrazem hańby. Jego towarzyszy oszczędzono i odesłano do Polski. Bogusza-Benedykt (według znacznie późniejszych podań) osiadł w Ciechanowie (gdzie na kilkanaście dni przed swoją śmiercią nauczał św. Wojciech) i założył tu pierwszy kościół.Głowę z pala zdjął potajemnie i przewiózł do Gniezna nieznany Pomorzanin. Wkrótce potem Chrobry wykupił resztę ciała Wojciecha na wagę złota i rozkazał pochować w Gnieźnie. Do jego grobu w 1000 roku pielgrzymował Otton III (patrz: zjazd gnieźnieński). W czasie jego wizyty w Gnieźnie założono metropolię arcybiskupią, której Wojciech został patronem, a jego brat Radzim Gaudenty stanął na czele. Święty Wojciech jest pierwszym polskim męczennikiem. Relikwie św. Wojciecha oraz jego brata Radzima złożone w katedrze gnieźnieńskiej zostały wywiezione do Czech przez księcia Brzetysława I, który w 1038 najechał na Polskę. Do dziś znajdują się w katedrze św. Wita.Cesarz Otton III wyruszył w 1000 roku z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha najprawdopodobniej w celu uzyskania ciała św. Wojciecha i przewiezienia go do Akwizgranu. Jednak od Bolesława Chrobrego uzyskał jedynie relikwiarz z ramieniem Wojciecha, które potem częściowo złożono w Akwizgranie, a część w Rzymie w kościele ufundowanym pod jego wezwaniem na wyspie na Tybrze. W 1928 roku rzymskie relikwie przekazano Polsce na prośbę ówczesnego Prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda (przechowywane w skarbcu gnieźnieńskim).W 1923 skradziono z gnieźnieńskiej katedry relikwiarz z rzekomo odnalezioną w 1127 roku (według Roczników Polskich) głową świętego.W czasie II wojny światowej, gdy zaistniało podejrzenie, iż gestapo – po zmuszeniu do wyjazdu do Inowrocławia wikariusza generalnego katedry ks. Edwarda Blericqa – zażąda wydania srebrnego relikwiarza, co równało się zniszczeniu relikwii, ks. Paul Mattausch[3] poprosił znajomego żołnierza Wehrmachtu Urbana Thelena (1915-2008) o przewiezienie paczki z relikwiami z Gniezna do Inowrocławia. Thelen podjął się tej misji – relikwie św. Wojciecha dotarły do ks. Blericqa i zostały wmurowane w posadzce zakrystii kościoła św. Mikołaja, skąd po wojnie wróciły do Gniezna. W roku 1992 Urban Thelen towarzyszył legatowi Prymasa Polski w drodze do Kleve, gdzie część uratowanych przezeń relikwii – jako dar Kościoła polskiego – została złożona w ołtarzu kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP. W roku 1997 abp. Henryk Muszyński zaprosił Thelena na uroczystości 1000-lecia śmierci świętego do Gniezna, gdzie został przedstawiony papieżowi Janowi Pawłowi II[4].W nocy z 19 na 20 marca 1986 r. z Archikatedry Gnieźnieńskiej zniknął wykonany przez holenderskiego złotnika Petera von der Renena w roku 1662 srebrny relikwiarz św. Wojciecha. Został on przetopiony. Sprawcy tego incydentu zostali ukarani.W roku 1999 staraniem ks. kan. Zbigniewa Łuczaka z kapituły łęczyckiej jedna z gnieźnieńskich relikwii trafiła do kolegiaty w Tumie koło Łęczycy, stojącej w miejscu, gdzie według późnej tradycji[5] miano za sprawą św. Wojciecha i Bolesława Chrobrego ustanowić pierwsze w Polsce opactwo benedyktynów. Bolesław Chrobry maksymalnie wykorzystał sytuację, jaka powstała po śmierci Wojciecha. Wcześniej jedynie cesarstwo prowadziło działania misyjne. Śmierć Wojciecha w czasie misji zorganizowanej przez Bolesława przydawała polskiemu księciu ogromnego prestiżu w oczach zachodnich chrześcijan.Pogrzebane w Gnieźnie relikwie biskupa stały się fundamentem założonej w roku 1000 przez jego przyjaciela, cesarza Ottona III, archidiecezji. Gniezno – w przeciwieństwie do podległej Moguncji Pragi – stało się niezależną archidiecezją, z czym długo nie mogły się pogodzić metropolie niemieckie, które do tamtej pory posiadały zwierzchnictwo nad wszystkimi powstającymi na terenach słowiańskich biskupstwami obrządku zachodniego.O wadze związanego z relikwiami kultu tak ważnego świętego – pierwszego męczennika i świętego słowiańskiego, którego relikwie złożono w Akwizgranie – stolicy cesarstwa i Rzymie – stolicy zach. chrześcijaństwa w poświęconych mu klasztorach niech świadczy wywiezienie tychże relikwii do Pragi przez księcia Brzetysława I (pochodzącego przecież z wrogiej rodowi Sławnikowiców dynastii Przemyślidów), który splądrował Gniezno ponad 40 lat po śmierci misjonarza, po tzw. reakcji pogańskiej. Istnieją aż 3 znane nam dziś żywoty św. Wojciecha, które powstały tuż po jego śmierci:
  • Żywot I, tzw. Est locus powstał być może na potrzeby domniemanej kanonizacji Wojciecha w 999 roku, ale z pewnością nie później niż w 1003 roku, gdyż w dziele papież Sylwester II (zm. 1003) jest osobą jeszcze żyjącą. Autorstwo jest często przypisywane Janowi Kanapariuszowi, benedyktynowi z opactwa na Awentynie w Rzymie, w którym przez pewien czas przebywał Wojciech. Jednak faktycznie Żywot jest dziełem anonimowym, powstałym w dużej części na podstawie relacji zaczerpniętych od towarzyszy św. Wojciecha, Radzima i Boguszy. Zachował się w trzech redakcjach (wersjach): redakcja "A" najobszerniejsza tzw. "ottońska", uwypuklająca postać cesarza Ottona III, redakcja "B" skrócona o partie związane z cesarzem oraz najkrótsza, redakcja montekassyńska, która głównie rozpowszechniona była w Italii. Dominuje pogląd, iż Żywot I powstał w Italii, być może w środowisku klasztoru na Awentynie, jednak ostatnio pojawił się pogląd sytuujący autora Żywota w Lotaryngii.
  • Żywot II, spisany w dwóch wersjach (krótkiej i dłuższej) autorstwa św. Brunona z Kwerfurtu (zm. 1008) powstał ok. 1002-1004.
  • Pasja z Tegernsee, której jedyny rękopis został odnaleziony w bibliotece w Bawarii w klasztorze w Tagernsee, a spisany został zapewne w Polsce w XI wieku przez obcokrajowca.
Wzmianki o św. Wojciechu znajdują się w Kronice Thietmara oraz w rocznikach polskich i czeskich. Swoistym żywotem można określić odlane w spiżu ok. 1127 Drzwi Gnieźnieńskie, złożone z 18 kaset ze scenami z jego życia, których kompozycja powstała na podstawie nieznanego nam żywota św. Wojciecha. W latach 1260-1292 spisane zostały cuda św. Wojciecha-Adalberta. W ikonografii kościelnej święty przedstawiany jest w stroju biskupa. Jego atrybuty to księga, czasem przypominające śmierć: włócznia (lub ich wiązka), wiosło, topór, ster, odcięta głowa niesiona w ręce. Przez katolików jest uznawany za patrona Polski, Czech, Prus, czasem także Węgier. Jest także patronem archikatedry gnieźnieńskiej.Tradycja także przypisuje Wojciechowi autorstwo słów pieśni Bogurodzica, według innych jej wersji autorem miałby być jego brat – Radzim, choć badania historyczno-literackie zaprzeczyły takiej możliwości.

Święto św. Marka Ewangelisty

25 kwietnia 2026

Fot. Małgorzata Gębala

 W Kościele katolickim kwietniowy dzień św. Marka Ewangelisty był silnie związany z pracami polowymi. Dawniej przypadały wtedy tzw. Dni krzyżowe, podczas których m.in. święcono rosnące zboża.Zboża to rośliny należące do rodziny traw (Poaceae), uprawiane przede wszystkim ze względu na jadalne ziarna, stanowiące jeden z najważniejszych składników pożywienia na świecie. Do tej grupy zalicza się m.in. pszenicę, żyto, owies, jęczmień, pszenżyto, proso, a także ryż i kukurydzę. Rośliny te mają charakterystyczną budowę: ich łodygi są zazwyczaj puste w środku (z wyjątkiem węzłów), a liście wąskie i ułożone naprzemiennie w dwóch rzędach. Dolna część liścia obejmuje łodygę, tworząc tzw. pochwę liściową, a wyrastanie liści od nasady chroni stożek wzrostu przed uszkodzeniami, np. przez zwierzęta roślinożerne. Kwiaty zbóż są najczęściej obupłciowe (wyjątkiem jest kukurydza). Większość zbóż to rośliny jednoroczne, plonujące raz w roku, choć niektóre, jak ryż, mogą być uprawiane również jako byliny.W zależności od terminu siewu wyróżnia się zboża ozime, wysiewane jesienią i zimujące w glebie oraz jare, wysiewane wiosną i zbierane pod koniec lata. Początki uprawy zbóż sięgają około 10 000–8000 lat p.n.e. i wiążą się z pasem żyznych ziem rozciągającym się łukiem od Egiptu przez Palestynę i Syrię aż po Mezopotamię. W okresie wczesnego neolitu ludzie zaczęli stopniowo przechodzić od zbierania dzikich traw do ich celowej uprawy. Za najstarsze udomowione zboże uznaje się pszenicę samopsza (Triticum monococcum), którą zaczęto uprawiać ponad 10 000 lat temu. Ośrodki rolnictwa rozwijały się równolegle w różnych częściach świata. W Azji Wschodniej ryż i proso udomowiono około 7000–6000 lat p.n.e. w Afryce, szczególnie na obszarze dzisiejszego Sudanu, sorgo zaczęto uprawiać około 4000–3000 lat p.n.e., natomiast w Mezoameryce kukurydza pojawiła się około 7000–6000 lat p.n.e. Rozwój rolnictwa był ściśle powiązany z wierzeniami religijnymi. W wielu kulturach zboża i plony łączono z bóstwami opiekującymi się urodzajem. W mitologii mezopotamskiej pojawia się bogini zboża Asznan, natomiast w starożytnym Rzymie opiekunką rolnictwa, płodności i zbiorów była Ceres. W kulturze ludowej ważną rolę odgrywały obrzędy chrześcijańskie związane z rolnictwem. W Kościele katolickim dzień św. Marka Ewangelisty, obchodzony 25 kwietnia, był silnie związany z cyklem przyrody i pracami polowymi. Dawniej przypadały wtedy tzw. Dni krzyżowe (Litanie Większe), podczas których organizowano procesje błagalne o urodzaje i ochronę pól przed klęskami. W trakcie tych uroczystości święcono rosnące zboża, a procesje zatrzymywały się przy przydrożnych krzyżach i kapliczkach, uznawanych za opiekunów pól. W obrzędach wykorzystywano także zielone gałązki, najczęściej brzozy lub wierzby, symbolizujące życie, odrodzenie i siły wiosny. W tradycji ludowej św. Marek uchodzi za opiekuna upraw, wspierającego wzrost, kiełkowanie i płodność natury, co odzwierciedlają liczne przysłowia, m.in.: „Na św. Marka rośnie w polu miarka”, „Święty Marek ziemię otwiera” i „Gdy na Marka deszcz, to rośnie każdy kłos”. Tomasz Dymny/https://www.opiekun.kalisz.pl/zboza/

Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Możesz w każdej chwili zmienić ustawienia cookies w swojej przeglądarce — blokować lub usuwać pliki cookies. Wyłączenie niektórych rodzajów cookies może ograniczyć funkcjonalność strony.