II wojna światowa przyniosła wiele zniszczeń i ludzkich tragedii. Właśnie z tym okresem wiąże się Pomnik Martyrologii Dzieci.

Pomnik Martyrologii Dzieci znajduje się w parku Szarych Szeregów, u zbiegu ulic Brackiej i Staszica, a z drugiej strony Marysińskiej. Odsłonięto go w 1971 roku, w specjalnie zbudowanym na tę okoliczność parku. Najpierw nosił on nazwę Parku Promienistych, a po 1990 roku przemianowano go na Park imienia Szarych Szeregów. Pomnik Martyrologii Dzieci zaprojektowała Jadwiga Janus, a założenie architektoniczne Ludwik Mackiewicz.

Pęknięte Serce, jak również jest nazywany pomnik, jest hołdem dla dzieci i młodzieży, którzy zostali osadzeni i zamordowani w obozie „wychowawczym”, utworzonym przez Niemców na terenie łódzkiego getta. Obóz ten znajdował się przy ulicy Przemysłowej, a zatem bardzo blisko parku. Obóz dla polskich dzieci i młodzieży (od 8 do 16 roku życia) stworzono w grudniu 1942 roku. Oficjalnie przebywały w nim dzieci i młodzież, które uznano za młodocianych przestępców. Tak naprawdę przetrzymywano tam małych Polaków, których rodzice przebywali w hitlerowskich więzieniach. Przez obóz przewinęło się 5 tysięcy małych więźniów. Przebywali w fatalnych warunkach, ciężko pracowali. Szalejący na przełomie 1942 i 1943 roku tyfus spowodował śmierć 1/3 mieszkańców obozu.

Pomnik Martyrologii Dzieci przedstawia 8-metrowe, pęknięte serce, z jednej strony widać pustą przestrzeń w kształcie dziecka, z drugiej strony serca postać wychudzonego dziecka, stojącego plecami do widza. Obok znajduje się tablica z napisem: „Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć”.

Niebywale smutne miejsce, przypominające o trudnej historii. Polecamy wybrać się tam na spacer i przekonać się na własne oczy jakie wrażenie robi Pęknięte Serce.

Tekst na podstawie: Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska , Spacerownik Łodzki

 

„Mały Oświęcim” w Łodzi… o którym mało kto słyszał. To był jedyny obóz koncentracyjny dla KILKULATKÓW w okupowanej Polsce. Po ponad 80 latach w Łodzi pochowano dziesięcioro dzieci, ofiar niemieckiego obozu dla polskich dzieci przy ulicy Przemysłowej. Ich szczątki odnaleziono podczas prac Instytutu Pamięci Narodowej. Dwoje udało się zidentyfikować, byli to Zdzisław Kafarski i Henryk Słaboszewski.
To jedna z najtragiczniejszych, a przez wiele lat jedna ze zdecydowanie zbyt mało znanych historii II Wojny Światowej w Łodzi, nieznana również szerzej w kraju.
… Kiedy mieszka się na obszarze dawnego obozu, obecnie będącego osiedlem mieszkaniowym, trudno patrzeć na tę historię wyłącznie jak na kolejny rozdział II wojny światowej. Odbiera się to osobiście.
Obóz funkcjonował w latach 1942–1945, na terenie wydzielonym z łódzkiego getta, a więc „od świata” ogradzał go nie jeden, ale dwa płoty. Stąd wiedza o jego istnieniu była bardzo mocno ograniczona. Ulokowano go w rejonie ulic Przemysłowej, Emilii Plater i Górniczej. Przeszło przez niego około 2 do 3 tysięcy polskich dzieci, przeważnie od ósmego do szesnastego roku życia. Ale były też młodsze, nawet niemowlęta. Ze Śląska, z Wielkopolski, Mazowsza i okolic Łodzi. Z całej Polski, a nawet z zagranicy. Około 200 z nich nie przeżyło. Trafiały tam dzieci osób należących do ruchu oporu i rodzin represjonowanych przez Niemców, ale również dzieci uznane przez okupanta za zaniedbane, włóczące się czy sprawiające problemy. Były głodzone, bite, poniżane i zmuszane do ciężkiej pracy. Choroby, zimno, fatalne warunki sanitarne i niedożywienie były codziennością.
Za każdą z tych liczb stoi konkretne dziecko. Zdzisław Kafarski został brutalnie pobity za to, że z głodu sięgnął po chleb. Powieszono go za nogi i podtapiano w kanale z nieczystościami. Edmund Agaciński został zatrzymany, kiedy wyszedł po mleko dla swojej małej siostry. Z obozu już nie wrócił. Zastrzelono go podczas próby ucieczki.
I takich historii 2, 4, 7 czy 12-letnich dzieci były tam setki. Jako matce… aż trudno mi sobie to wyobrazić.
Dobrze, że o tej historii usłyszała teraz cała Polska. Na uroczystości pogrzebowej obecny był Prezydent RP Karol Nawrocki. Powiedział wtedy: „Polska powróciła dziś po swoje dzieci”. Po ponad osiemdziesięciu latach te dzieci dostały wreszcie godny pogrzeb. Ich imiona zostały ponownie wypowiedziane, a ich historie przypomniane.

Szczegóły tej historii znajdują się w książkach:
– „Dzieci, których nie ma” Renaty Piątkowskiej oraz
– „Mały Oświęcim: dziecięcy obóz w Łodzi”, napisana przez Błażeja Torańskiego i Jolantę Sowińską-Gogacz.
– „Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi” – Józef Witkowski
– „Chcę żyć” – Tadeusz Raźniewski
– „Dzieci z zielonego autobusu” Artur Ossowski
– „Przemysłowa Concentration Camp The Camp, the Children, the Trials” – Katarzyna Person, Johannes-Dieter Steinert

Bo o tych dzieciach po prostu nie wolno zapomnieć!!!

Autorka tekstu: Klaudia Domagała